Jeżeli Pan zechce...

Zwracam się do was, którzy mówicie: « Dziś albo jutro udamy się do tego miasta i spędzimy tam rok, będziemy uprawiać handel i osiągniemy zyski», wy, którzy nie wiecie nawet, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, co się ukazuje na krótko, a potem znika. Zamiast tego powinniście mówić: „Jeżeli Pan zechce i będziemy żyli, zrobimy to lub owo”. Teraz zaś chełpicie się w swej wyniosłości. Każda taka chełpliwość jest przewrotna. Kto zaś umie dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy. (Jk 4, 13-17)


Wróciłam. Dziękuję za modlitwę. Spotkanie było zgodne z przewidywaniem: ważne, ale trudne. Pojawił się pewien promyk nadziei na przyszłość (tak jak te kwiatki w lutym...), ale walka jeszcze nie skończona...

Dzisiejsze Słowo - w tym kontekście - mówi mi: nie planuj po swojemu, rób swoje najlepiej jak potrafisz, we wszystkim Mi zaufaj. I niech tak będzie - z Jego pomocą.

Mam też dziś kilka skojarzeń muzyczno-literackich:

1. O nadziei:


2. O odwadze:

"Naprawdę odważnym jest się tylko wtedy, gdy się wie jeszcze przed walką, że się dostanie cięgi, ale mimo to przystępuje się do tej walki tak czy inaczej i doprowadza się ją do końca bez względu na przeszkody. Zwycięża się wtedy rzadko, ale przecież czasami się zwycięża." (Harper Lee, Zabić drozda)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zmienia się, ale się nie kończy...

Radość...

Boże Ciało...