Posty

Wyświetlam posty z etykietą Słowo

"A z tej śmierci życie tryska..."

Obraz
źródło Rzadko tu ostatnimi czasy zaglądam... Na dłuższe pisanie czasu, a czasem i sił nie ma... Ale dziś jestem tu specjalnie dla Ciebie, Rut ! Wielki Post zbliża się do końca, w prefacji brzmi obwieszczana prawda, że " zbliżają się dni Jego zbawczej Męki i chwalebnego Zmartwychwstania, dni, w których czcimy zwycięstwo Chrystusa  nad złym duchem i wspominamy misterium naszego Odkupienia ", a niektórzy mają tę łaskę, że misterium paschalne Jezusa przeżywają w wydarzeniach codzienności. Trudnych, momentami po ludzku nie do zniesienia... Tak jak On... Ze łzami w oczach czytam o rysunku małej Laury, na której widnieje Krzyż jako drzewo z listkami, potem o przedziwnych cudach i wysłuchanych modlitwach, a dziś o przeżywaniu kolejnych stacji drogi krzyżowej - nie w kościele, przy kolejnych obrazach przedstawiających biblijne sceny, ale w codziennym życiu: na szpitalnym korytarzu, na stole operacyjnym, podczas trudnych rozmów... ( poczytajcie, gorąco zachęcam - TUTAJ ) ...

.... jak wiosna!

Obraz
Wiosna? Adwent? Co ma jedno do drugiego? Niby nic... A jednak! Wczoraj sypnęło śniegiem. Wieczorem dwie serie solidnej gimnastyki - z łopatą w ręku ;-) Zima na całego... Dziś wczesnym rankiem dostaję adwentowego SMS-a następującej treści: "Adwent jest jak wiosna w przyrodzie, kiedy wszystko się odradza, jest świeże i piękne. Adwent ma być dla nas tym samym - ma nas odświeżać i utrzymywać w zdrowiu, byśmy byli zdolni przyjmować Chrystusa pod każdą postacią, w jakiej do nas przyjdzie" Bł Matka Teresa z Kalkuty Patrzę rano za okno - ładna mi wiosna! Biało, zimno i tyle... Ale godzinę później - słoneczko, cieplutko i odwilż... Śnieg znika, woda kapie... Jak w marcu, na wiosnę! I już wiem, po co to wszystko! Po to, żebym zrozumiała, o co chodzi Matce Teresie... Niech więc trwa i rozkwita w nas adwentowa wiosna!  Marana tha! Przyjdź, Jezu!

Obietnica...

Obraz
"Tylko Ja znam plany, które mam względem was - plany pomyślności, a nie nieszczęścia, aby spełnić wasze nadzieje na przyszłość." (Jr 29, 11)  Pisałam już - pod koniec Adwentu - o moim odkryciu tego Słowa... Jest dla mnie mocnym, jasnym Światłem... Stały się też swoistym mottem - drogowskazem na rozpoczęty nowy rok. A w ostatni weekend doświadczyłam, mocno i namacalnie, że to Słowo jest żywe i skuteczne. I że Bóg swoje obietnice zawsze spełnia... I jeszcze tego, że Pan Bóg jest większy i mocniejszy od ludzkich obaw, logicznych kalkulacji i oczywistych oczywistości... To co w tych kilkunastu godzinach przeżyłam, bardzo mocno pozwoliło mi doświadczyć, że Jego plany są naprawdę planami pomyślności, i że On spełnia moje nadzieje na przyszłość, bo chce mojego szczęścia. I choć czasem trzeba przejść długą drogę, niełatwą i pełną cierpienia, bólu, niepewności, a czasem trzeba poczekać, i to niekrótko, na spełnienie Jego obietnic, to warto!  On wie, kiedy słabnę w drodze, ...

Stało się...

Obraz
"Gdy głęboka cisza zalegała wszystko, a noc dosięgała połowy swego biegu, wszechmocne Słowo Twoje , Panie, przyszło z królewskiego tronu"     Papież Franciszek powiedział, że radość Ewangelii napełnia życie i serca tych, którzy spotykają się z Jezusem . Tej prawdziwej RADOŚCI życzę i sobie, i wszystkim, którzy tu zaglądają :-)  Zaśpiewajmy razem:

Jeremiasz i..... nadzieje na przyszłość...

Obraz
"Tylko Ja znam plany, które mam względem was - plany pomyślności, a nie nieszczęścia, aby spełnić wasze nadzieje na przyszłość." (Jr 29, 11) To Słowo kilka dni temu odkryłam na nowo, jak blask..., jak światło w ciemności... I całą tę historię, z której pochodzą: historię proroctwa, jakie Jeremiasz polecił zanieść do Babilonu Izraelowi - narodowi, który pozostawał tam w niewoli. Izraelici wegetowali... Nie robili nic, trwali tylko w swoim nieszczęściu, narzekaniu na nieszczęście... A Jeremiasz kazał im normalnie żyć, pracować, zakładać rodziny - jednym słowem: robić swoje! A w dodatku modlić się za Babilon, miejsce niewoli... (czego prawdopodobnie nie byli w stanie przyjąć tak łatwo...). Ale na tym nie skończył - przekazał właśnie (m.in.) te słowa: że Bóg ich tam nie zostawi, że wrócą do domu, bo ON chce ich pomyślności, a nie zagłady, i że ON wypełni ich nadzieje na przyszłość... Bardzo "moje" stało się to Słowo... Moja sytuacja, szeroko pojęta, tzw. życiow...

Nie jestem godzien...

Obraz
Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi ”. Rzekł mu Jezus: „ Przyjdę i uzdrowię go ”. Lecz setnik odpowiedział: „ Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie .(Mt 8, 5-8) Czuję się dziś bardzo sparaliżowana... I bardzo niegodna.... Ale wierzę w to, co On mówi: "przyjdę i uzdrowię"... Panie, powiedz tylko słowo....

Glina...

Obraz
( źródło )   "Panie, Tyś naszym Ojcem. Myśmy gliną, a Ty naszym twórcą. Dziełem rąk Twoich jesteśmy my wszyscy." (Iz 64,7)  Poruszają mnie dziś te słowa.... Dobrze, że brzmią na początku Adwentu... Bo ten czas jest po to, by "by Pan nas zastał przygotowanych na swoje przyjście" (tak śpiewamy w jednym z brewiarzowych hymnów). Gotowych - czyli takich, jakimi On chce nas widzieć. Właśnie tak jak Garncarz, który wyobraża sobie swoje dzieło, a potem pracuje nad nim, by taki efekt uzyskać... On wie, jaka mam być... Wystarczy tylko, bym zechciała być gliną w Jego rękach, bym dała się Mu kształtować. Bez Niego i Jego działania zostanę tylko szarą, bezkształtną masą...

Powrót...

Obraz
«Znam twoje czyny: trud i twoją wytrwałość (...) Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości. Pamiętaj więc, skąd spadłeś, i nawróć się, i pierwsze czyny podejmij»” Ap 2, 2a.4-5) Mocne Słowa dla mnie dzisiaj... I w samo sedno trafiające... Modlę się dziś tak: Oczyść serce me, chcę jak złoto lśnić i jak czyste srebro. Oczyść serce me, chcę czystego złota blaskiem lśnić. Zstąp Ogniu, zstąp, przyjdź, oczyść serce me. Pragnę być święty, Tobie oddany Panie, chcę zawsze być święty, Tobie mój mistrzu na zawsze oddany, gotów by służyć Ci. Oczyść serce me, obmyj Swoją Krwią, spraw, bym mógł być święty. Oczyść serce me, z najtajniejszych grzechów oczyść je.  Zstąp Ogniu, zstąp, przyjdź, oczyść serce me. Pragnę być święty, Tobie oddany Panie, chcę zawsze być święty, Tobie mój mistrzu na zawsze oddany, gotów by służyć Ci.

Droga do Domu...

Obraz
Nasza ojczyzna jest w niebie... (Flp 3,20) Ważną prawdę przypomina mi dziś św. Paweł... Przypominają mi ją także listopadowe odwiedziny na rozświetlonych cmentarzach.... (lubię chodzić na cmentarz wieczorem, jak już jest ciemno - bo wtedy dopiero widać blask i światło!) To co dzieje się tu, na ziemi, to Droga... Droga do Domu, do Ojczyzny, do Celu... Tylko droga i aż droga... Od tego, jak po niej idę, zależy w jakiej kondycji wrócę do Domu Ojca... Przypomniały mi się dziś słowa pieśni śpiewanej podczas pogrzebów na Śląsku: Dziś moją duszę w ręce Twe powierzam, Mój Stworzycielu i najlepszy Ojcze. Do domu wracam jak strudzony pielgrzym, A Ty z miłością przyjmij mnie z powrotem. I modlę się dziś o to ... Razem ze św. Grzegorzem z Nazjanzu: "...mnie także przyjmij w stosownym czasie; kieruj mną w życiu doczesnym tak długo, jak tego będzie potrzeba. Przyjmij nas z bojaźni przed Tobą przygotowanych, ale nie przerażonych. Ni...

Listopadowe świętowanie....

Obraz
"...życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy, * i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, * znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie." (prefacja z Mszy za zmarłych) Te słowa to dla mnie swoiste motto przeżywania listopadowych świąt.... Zawsze, ilekroć słyszę je odmawiane w czasie Mszy za zmarłych, wzruszają mnie... Dlaczego? Dlatego, że za każdym razem uświadamiają mi na nowo, gdzie i po co idę... I podsycają tęsknotę, by TAM dotrzeć i żyć na wieki! Bo życie zmienia się, ale się NIE KOŃCZY Modlę się dziś za tych, których życie już się zmieniło, a którzy jeszcze przygotowują się do wejścia TAM... I modlę się do tych, którzy, jak wierzę, już TAM na mnie czekają. Moi prywatni święci. .. (pisałam o nich rok temu). I śpiewam jedną z piękniejszych pieśni, w przepięknej aranżacji i wykonaniu:

Aniołowie...

Obraz
„Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa. Nie sprzeciwiaj się mu w niczym, gdyż nie przebaczy waszych przewinień, bo imię moje jest w nim. Jeśli będziesz wiernie słuchał jego głosu i wykonywał to wszystko, co ci polecam, będę nieprzyjacielem twoich nieprzyjaciół i będę odnosił się wrogo do odnoszących się tak do ciebie."  Patrzę na ostatni wpis na blogu.... i zastanawiam się, gdzie podziało się lato? Czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień.... Nie wiadomo jak i kiedy minął ten czas... Bardzo intensywny zresztą (może właśnie dlatego minął tak szybko...).  A teraz już jesień. I Boża obietnica - przypomnienie na początek:   Nie idziesz sama, masz przewodnika, nie byle jakiego - z najlepszą licencją, moją licencją! Twój przewodnik osobisty. Dałem mu ważne zadanie - ma cię strzec i doprowadzić tam, gdzie chcę cię widzieć. Słuchaj go, a ...

Pożytek...

Obraz
"(...)mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was." (J 16,7) Słowo z wczoraj, ale mocno wciąż we mnie siedzi.... Myślę, że apostołom ciężko słuchało się tych słów i pewnie niewiele z tego pojmowali... Odejście - strata tego co piękne, bezpieczne, dobrze znane, z czym wiąże się nadzieje na przyszłość... - ma być czymś dobrym i pożytecznym?! Ja też niełatwo przyjmuję tę prawdę - że nieraz tak jest, że coś musi się skończyć, żeby mogło zaistnieć coś nowego; coś musi obumrzeć, żeby wydać obfity plon; coś musi się opróżnić, żeby mogło być napełnione czymś lepszym... Myślę o tych rzeczywistościach i konkretnych wymiarach mojego życia, w których mogę doświadczyć "odejścia"... Tych hipotetycznych i tych całkiem realnych i bardzo prawdopodobnych... I słucham Jezusa, który mówi, że to może być pożyteczne, aby mógł mi dać coś lepszego, bardziej potrzebnego... ...

Do Galilei...

Obraz
"Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja, a miejscem spotkania będzie Galilea" "Idź do Galilei, tam mnie spotkasz" - te słowa Jezusa mocno dotarły do mnie podczas nocnej celebracji Wigilii Paschalnej. "Do Galilei" - czyli tego, co jest moją codziennością, zwyczajnym życiem. Tam spotkam Zmartwychwstałego. Robić swoje, a On da mi się w tym poznać... Bardzo to ważne dziś dla mnie... A gdy późno w nocy wróciłam do domu, przeczytałam jeszcze homilię Ojca świętego. I oczy przetarłam ze zdumienia - bo właśnie o tym mówił... Tym bardziej biorę te słowa dla siebie... Galilea jest miejscem pierwszego powołania, gdzie wszystko się zaczęło! Powrócić tam, powrócić do miejsca pierwszego powołania. Jezus przechodził nad brzegiem jeziora, kiedy rybacy zarzucali sieci. Wezwał ich, a oni zostawili wszystko i poszli za Nim (por. Mt 4,18-22). Powrót do Galilei oznacza ponowne odczytanie wszystkiego, wychodząc od krzyża i od zwycięstwa. Odczyta...

Fiat mihi...

Obraz
„Oto ja służebnica Pańska,  niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1, 38) Grota Zwiastowania w Nazarecie Wypełniać to, czego Bóg chce ode mnie tak jak Maryja... Tego dziś uczę się od Niej. Daleko mi do Jej bezgranicznego, doskonałego posłuszeństwa... Dlatego modlę się słowami pięknej modlitwy: O Niepokalana! Ty widzisz w Bogu odwieczne dekrety Opatrzności dotyczące mojego życia.Tam już jest postanowiona godzina mojej śmierci i okoliczności jej towarzyszące, stopień łaski, jaki uzyskam, i moje miejsce w wieczności. Tam są określone cierpienia i doświadczenia, które mam jeszcze spotkać na drodze od teraz aż do godziny śmierci, tam jest ustalone wszystko, co mam zrobić w dziele budowania Królestwa Bożego w duszach innych. Ty swym najdoskonalszym, niepokalanym "Fiat mihi" przyjęłaś w chwili zwiastowania cały plan ekonomii Bożej. Objęłaś swoim "Fiat" także tę cząstkę odwiecznego planu Bożego, która odnosi się do mojej osoby i do mojego życia. ...

Estera...

Obraz
"Wybaw nas ręką Twoją i wspomóż mnie opuszczoną i nie mającą nikogo prócz Ciebie, Panie, który wiesz wszystko." (Est 4, 17t) Bardzo lubię historię Estery... Młoda Żydówka, wychowywana przez dalekiego krewnego, która zostaje żoną (kolejną...) potężnego władcy króla... A kiedy Mardocheusz - opiekun Estery sprzeciwia się rozkazowi królewskiego urzędnika - Hamana, ten szykuje spisek, w rezultacie którego zginąć ma nie tylko ten jeden mężczyzna, ale i cały żydowski naród zamieszkujący kraj. Pewny siebie i swoich działań Haman szykuje nawet już szubienicę, na której publicznie ma być powieszony Mardocheusz, a od króla dostaje dekret rozkazujący wymordowanie wszystkich Żydów.  A co robi Estera? Wie, że jest jedyną szansą nie tylko swojego krewnego, ale i całego narodu - by wybłagać ocalenie u króla. Ale nie liczy na swoje siły... Całą swoją nadzieję pokłada w Bogu, któremu ufa bezgranicznie... Wzrusza mnie zawsze jej błagalna modlitwa - rozpaczliwa, ale właśnie pełna ufnośc...

Pokusa...

Obraz
Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon”. Na to odrzekł mu Jezus: „Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: »Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz«”. (Mt 4, 8-10) Szatan kusi Jezusa trzema najbardziej "uniwersalnymi" pokusami - łatwym chlebem, pychą oraz władzą... A Jezus odpiera je krótko, bez dyskusji: "Napisane jest..."... Pokazuje mi, jak z podszeptami szatana - nawet tymi najbardziej subtelnymi walczyć. Gdy patrzę dziś na tę scenę, myślę sobie, że pokusa posiadania władzy, rządzenia, decydowania jest źródłem wszelkich konfliktów. Poczynając od tych światowych, politycznych (co aktualnie widać za naszą wschodnią granicą...), przez różne wojenki w lokalnych społecznościach, w rodzinach, wspólnotach, aż po moje serce - wszędzie tam źródłem grzechu, zła, konfliktu jest ulegani...

Wybór i .... bierzmowanie

Obraz
Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie... (Pwt 30,19) „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie ?” (Łk 9, 23-25) Mogę wybierać, Jezus niczego mi nie narzuca... Jestem wolna, mogę swobodnie zdecydować... Ale jeżeli zdecyduję się na wybór życia, błogosławieństwa - to uświadamia mi, że to jest wybór Jego drogi, ze wszystkimi konsekwencjami... Że wybierając życie, wybieram Jego życie - z krzyżem, śmiercią, ale i zmartwychwstaniem! Dziś pozwala mi na nowo wybrać, potwierdzić, że bardzo chcę iść za Nim, Jego drogą, z Nim do końca, do zmartwychwstania! *** Uczestniczyłam dziś w Eucharystii połączonej ...

Czas upragniony...

Obraz
Oto teraz czas upragniony... (2 Kor 6,3)   Rozpoczynamy dziś Wielki Post - drogę przygotowania do Paschy, do przejścia razem z Jezusem - ze śmierci do życia, do zanurzenia się w Jego śmierci i zmartwychwstaniu. Szczytem tej drogi będzie Wigilia Paschalna i odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych... Dzisiejsze Słowo mówi mi, że jest to "czas upragniony"... Z całą pewnością - tyle że w tym roku trochę mnie ten Wielki Post zaskoczył (prawie jak w styczniu zima polskich drogowców ;-)), przyszedł "jak złodziej"... Dobrze, że przyszedł - bo każe wyhamować, zatrzymać się... Papież mówił dziś w homilii , że ten czas jest po to, aby "wyjść ze swojego ogródka"... Potrzeba mi tego - i dlatego jest to "czas upragniony".... Potrzeba mi zwrócić na nowo uwagę na to, co najistotniejsze, zacząć od nowa...

Posiadłości....

Obraz
Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną”. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. (Mk 10, 21-22) Jezusowi wcale nie chodzi o to, bym była grzeczna i correct, tu nie o wzorowe sprawowanie chodzi... To akurat umiem dobrze: być na zewnątrz ok, robić wszystko pięknie od-do, a jeżeli nawet coś jest nie do końca OK, to zrobić tak, by z pozoru tak wyglądało...  Tyle że Jemu zupełne nie o to chodzi.... On wcale nie oczekuje ode mnie bycia chodzącym ideałem... Dziś pokazuje mi, że chciałby, bym wreszcie uwolniła się od moich "posiadłości"... Hmm, materialnie wiele nie posiadam, ale "posiadłości" mam jednak sporo... "Posiadłości" czyli to wszystko, co uważam za swoje, czym "zarządzam" po swojemu... A Jemu chodzi o moją wolność, o serce wolne dla Niego... Nie chce ...

Nawet gdyby...

Obraz
„Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie”. (Iz 49, 15) Uwierzyć, że jest się kochanym - bezwarunkowo, za darmo i bezgranicznie... Dobrze znaną teorię przekuć w wiarę... Uwierzyć i zaufać - choćby wszystkie doświadczenia z przeszłości i racjonalne argumenty mówiły inaczej... Do tego dziś Jego Słowo mnie wzywa... I nie jest to łatwe wyzwanie... Chciałabym umieć z serca, szczerze modlić się tak: Panie, moje serce się nie pyszni * i nie patrzą wyniośle moje oczy. Nie dbam o rzeczy wielkie * ani o to, co przerasta me siły. Lecz uspokoiłem i uciszyłem moją duszę; † jak dziecko na łonie swej matki, * jak ciche dziecko jest we mnie moja dusza. (Ps 131)